W ciągu kilku ostatnich lat jeździłem najróżniejszymi samochodami – od drogich Range Roverów, przez Audi i Mercedesy, aż po budżetowe Skody. Żadne z nich nie wywołało we mnie tak pozytywnych wrażeń jak Omoda 9. I nie, nie piszę tego pod wpływem chwili. Po tygodniu i ponad tysiącu kilometrów jestem tego pewien.
Co wpłynęło na takie odczucia? To za chwilę, a teraz zacznijmy od danych technicznych:
|
Marka: |
Omoda |
|
Model: |
9 Super Hybrid |
|
Silnik: |
1.5 T-GDI 143 KM + EV, moc sumaryczna 537 KM |
|
Rodzaj napędu: |
Na wszystkie koła |
|
Czas od 0 do 100 km/h (s): |
4,9 |
|
Pojemność bagażnika: |
660 l |
|
Typ nadwozia: |
SUV |
|
Liczba miejsc: |
5 |
|
Minimalna masa własna: |
2195 kg |
Wygląd zewnętrzny
Omoda 9 Super Hybrid nie wygląda jak samochód, który ma kogokolwiek przepraszać za swoje pochodzenie. Już przy pierwszym kontakcie widać, że to projekt robiony z ambicją, a nie kalkulatorem. Linia boczna jest dynamiczna i proporcjonalna, tył – z szerokim pasem świetlnym i mocno zarysowanymi błotnikami – wygląda dojrzale i po prostu drogo. To SUV, za którym realnie można się obejrzeć, a nie kolejny anonimowy „duży samochód rodzinny”. Na uwagę zasługuje też biały perłowy lakier – mimo, że nie przepadam za białymi samochodami – tutaj wygląda genialnie. To światowy poziom.
Wnętrze i wyposażenie – luksus z nutą sportu
W środku zaskoczenie jest jeszcze większe. Nie dlatego, że jest nowocześnie – to dziś standard. Zaskakuje jakość. Materiały, spasowanie, ogólne wrażenie solidności – wszystko jest na poziomie, którego kilka lat temu nikt by się tu nie spodziewał. Testowany egzemplarz miał czerwone skórzane wnętrze. I to nie był „krzykliwy czerwony”. To był elegancki, głęboki odcień, który łączył luksus ze sportowym charakterem – z wyraźną przewagą komfortu.
Nie ma wrażenia taniego przepychu. Jest przemyślana, bogata specyfikacja i poczucie, że ktoś chciał zrobić auto kompletne, a nie tylko dobrze wyglądające w konfiguratorze.
Co do siedzeń z tyłu, miejsca jest sporo, przestrzeń na nogi i nad głową nie budzi zastrzeżeń, a bagażnik bez problemu pomieści bagaże na rodzinny wypad. Chciałbym zaznaczyć, że tylne siedzenia nie tylko oferują przestrzeń – mają elektrycznie regulowane oparcia, indywidualnie dla lewej i prawej strony. To detal, który w trasie robi różnicę, szczególnie gdy podróżujesz w cztery osoby.
Komfort i wyposażenie
Jeżeli ktoś jeszcze uważa, że chińskie SUV-y nadrabiają tylko ceną, to Omoda 9 bardzo szybko wyprowadza go z błędu. To jest samochód, który nie oferuje „dużo jak na tę cenę”. On oferuje po prostu dużo. Kropka.
Wnętrze wykończono skórzaną tapicerką, która nie wygląda jak obowiązkowy punkt specyfikacji, tylko realny element budujący klasę auta. Fotele są szerokie, z pięknymi przeszyciami, wygodne, z podgrzewaniem i wentylacją – z przodu i również na kanapie z tyłu. Do tego dochodzą mocne masaże w przednich siedzeniach, które faktycznie działają, a nie tylko „mrugają” w menu.
Jest też nagłośnienie Sony, które robi niezłą robotę. Nie jest to audio do chwalenia się logotypem – bas jest głęboki, scena szeroka, a przy wyższych prędkościach system nie traci klarowności.
Do tego dochodzi:
- panoramiczny dach, który rozjaśnia kabinę i daje wrażenie przestrzeni,
- rozbudowane ambientowe oświetlenie,
- kamery 540°, które ułatwiają manewrowanie,
- pełen pakiet systemów bezpieczeństwa,
- bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto,
- sterowanie głosowe,
- dostęp bezkluczykowy.
Mamy też dodatkowe smaczki jak np. chowane klamki rodem z Range Rovera. Wygląda to nowocześnie i faktycznie poprawia aerodynamikę, jednak różnie to wychodzi jeśli chodzi o bezpieczeństwo. W standardzie jest też elektryczna klapa bagażnika z funkcją bezdotykowego otwierania, która w aucie rodzinnym przestaje być gadżetem, a staje się codzienną wygodą.
Wydaje mi się, że właśnie o to chodzi w Omodzie 9. Tu nie masz poczucia, że producent dał Ci jedną rzecz „na pokaz”. Tu dostajesz pełny pakiet. Tak, jakby ktoś przejrzał listę opcji europejskiej konkurencji i powiedział: „dobra, dajmy wszystko w standardzie”.
Efekt? Samochód, w którym naprawdę trudno znaleźć braki. A jeśli już się jakieś znajdzie, to raczej w niuansach prowadzenia niż w komforcie czy wyposażeniu.
Napęd
Super Hybrid w Omodzie 9 to nie jest klasyczny układ hybrydowy. Działa podobnie jak w Chery Tiggo 7 PHEV z tą różnicą, że tutaj mamy trzy silniki elektryczne. W efekcie dostajemy napęd na cztery koła, natychmiastowa reakcja na gaz i bardzo płynne oddawanie mocy.
Producent deklaruje 537 KM mocy systemowej. Hamownie pokazują raczej okolice 440–450 KM. Warto to uczciwie powiedzieć. Ale równie uczciwie muszę dodać, że w praktyce auto jest po prostu szybkie. Przyspiesza zdecydowanie, elastyczność jest bardzo dobra, a wyprzedzanie to czysta przyjemność.
Co istotne, mimo tej mocy, spalanie potrafi pozytywnie zaskoczyć. Przy spokojnej jeździe i regularnym ładowaniu można zejść do naprawdę rozsądnych wartości jak na SUV-a tej wielkości i osiągów. W trybie mieszanym, przy normalnym użytkowaniu, wyniki są bliższe rozsądnej hybrydzie. Oczywiście – jeśli zaczniesz korzystać z pełnej mocy, fizyki nie oszukasz. Ale to auto daje wybór.
I to jest największa zaleta tego napędu: możesz jechać komfortowo i oszczędnie albo dynamicznie i szybko. Jednym samochode
Wrażenia z jazdy
Zawieszenie jest świetnie zestrojone pod komfort. Auto płynie, dobrze tłumi nierówności i daje poczucie solidności. Gdybym miał się do czegoś przyczepić, wskazałbym układ kierowniczy – jest dla mnie trochę zbyt lekki. Przy takich osiągach chciałoby się więcej czucia i ciężaru na kierownicy.
Mimo to prowadzenie jest pewne i przewidywalne. To nie jest sportowy SUV aspirujący do bycia hot hatchem. To bardzo szybki, dostojny, wygodny i bardzo kompletny samochód do codziennego życia. Na tyle kompletny, że przez moment serio rozważałem, czy nie zamienić mojego Ford Focus ST na Omodę 9. Ostatecznie uznałem, że jeszcze nie czas na auto tych gabarytów. Ale sam fakt, że w ogóle o tym pomyślałem, mówi wszystko.
Wady - nikt nie jest bez wad
Omoda 9 to świetny samochód, ale nawet on nie jest pozbawiony mankamentów. Trzy rzeczy szczególnie rzuciły mi się w oczy podczas testu:
- Nawiew z tyłu – bez względu na ustawienia, powietrze zawsze wiało chłodniejsze niż powinno. Dowiedziałem się, że to znany problem i w serwisach jest na bieżąco poprawiany. W praktyce lepiej było wyłączyć nawiew niż marznąć w czasie jazdy z tyłu.
- Brak przycisku start/stop – hands-free działa w sposób automatyczny: samochód odpala się po wciśnięciu hamulca i zamyka wraz z odchodzeniem od auta. Pewnego razu zdarzyło mi się, że auto w garażu „nie zorientowało się”, że odszedłem – światła, systemy i muzyka działały całą noc, a rano bateria była rozładowana do zera. Na szczęście zdarzyło się to tylko raz, ale pokazuje, że rozwiązanie wymaga przyzwyczajenia i większej uwagi.
- System aktywnego tempomatu i asystenta pasa ruchu – działa dobrze, ale jest zbyt czuły. Wystarczy delikatnie dotknąć kierownicy, a system się odłącza i nie informuje o tym w wyraźny sposób. Przy uruchamianiu najlepiej prawie puścić kierownicę, żeby system przejął stery. Sam asystent w praktyce działa sprawnie, ale wymaga małej poprawki.
Podsumowanie
Omoda 9 Super Hybrid to jedno z najlepszych i najbardziej kompletnych aut, jakimi jeździłem w ostatnich latach. Świetnie wygląda, ma bardzo bogate wyposażenie, mocny i zaawansowany napęd z trzema silnikami elektrycznymi i oferuje poziom komfortu, którego trudno się spodziewać w tej cenie. To już nie jest egzotyczna ciekawostka. To realna alternatywa dla europejskiej konkurencji. I co najważniejsze – alternatywa, która broni się nie tylko tabelką z ceną i wyposażeniem, ale realnymi wrażeniami zza kierownicy. Jeśli ktoś się zastanawia czy ją kupować, moja odpowiedź jest prosta – brać i się nie zastanawiać!










































