Po teście Omody 5 zastanawiałem się, czy Jaecoo J7 nie okaże się po prostu tym samym produktem w innym opakowaniu. Omoda była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem – dobrze wykończona, choć z drobnymi niedociągnięciami, atrakcyjna cenowo, ale pozbawiona większych emocji. Świetny wybór „na chłodno”. Pytanie brzmiało: czy Jaecoo wniesie coś więcej? Czy to tylko kolejny klon, a może samochód, który rzeczywiście wyróżnia się na tle konkurencji? Sprawdziłem to podczas tygodnia z Jaecoo 7 Offroad. Zacznijmy jednak od danych technicznych:
|
Marka: |
JAECOO |
|
Model: |
7 OFFROAD |
|
Silnik: |
1.6 T-GDI (147KM/275Nm), skrzynia automatyczna dwusprzęgłowa DCT7 |
|
Rodzaj napędu: |
Na wszystkie koła |
|
Czas od 0 do 100 km/h (s): |
11,4 |
|
Pojemność bagażnika: |
480 l |
|
Typ nadwozia: |
SUV |
|
Liczba miejsc: |
5 |
|
Minimalna masa własna: |
1649 kg |
Wygląd zewnętrzny - tańszy Range Rover?
Jaecoo już z zewnątrz robi bardzo dobre wrażenie. Masywny przód z charakterystycznym grillem, muskularna linia boczna z chowanymi klamkami i tylna część nadwozia przywodząca na myśl Range Rovera – to auto naprawdę ma prezencję. Zresztą nawiązania do brytyjskiej marki są widoczne na pierwszy rzut oka i zdecydowanie nie jest to wada.
Na plus również detale: pełne LED-y z przodu i z tyłu, efektowne światła do jazdy dziennej, dynamiczne kierunkowskazy i ładny zielony lakier, który świetnie podkreśla sylwetkę nadając jej trochę elegancji. To jeden z tych samochodów, które wzbudzają zainteresowanie na ulicy.
Wnętrze - solidnie i premium
W środku Jaecoo kontynuuje tę samą filozofię: premium w przystępnej cenie. Boczki drzwi wyraźnie nawiązują do rozwiązań z Land Rovera Defendera. Na kierowcę czekają wykonane z ecoskóry, podgrzewane i wentylowane fotele – i co ważne, wentylacja działa lepiej niż w Omodzie. Do tego podgrzewana kierownica i przednia szyba, cyfrowe zegary, duży (14,8-calowy) ekran systemu inforozrywki, pełen pakiet asystentów i w wersji Offroad – panoramiczny dach, podgrzewana tylna kanapa, ambientowe oświetlenie i nagłośnienie Sony.
Jakość materiałów? Miękkie plastiki, skóra, prawdziwe przeszycia, staranne spasowanie i ogólnie poziom wykończenia, którego nie powstydziłoby się auto droższe o 100-150 tys. zł. Tu naprawdę czuć, że J7 to większy i bardziej dopracowany brat Omody 5. Całość imponuje i sprawia, że naprawdę miło spędza się czas w tym samochodzie.
Multimedia i systemy
Ekran centralny zasługuje na osobny akapit. Po pierwsze: jest ogromny i bardzo czytelny. Po drugie: system działa szybko i płynnie, co w wielu samochodach wcale nie jest oczywiste. Dzięki jego wielkości wszystkie funkcje były łatwe do odnalezienia i obsługi – włącznie z klimatyzacją. Bardzo doceniam fakt, że wszystkich irytujących asystentów można w końcu wyłączyć w jednym miejscu. Do tego bezprzewodowe Android Auto działało przez cały tydzień testu stabilnie – rozłączyło się tylko raz. Na pochwałę zasługuje też ładowarka bezprzewodowa z nawiewem na telefon – jedna z niewielu ładowarek, która rzeczywiście ładuje telefon, a nie tylko podgrzewa.
Wrażenia z jazdy - komfort i użytkowanie
To właśnie tutaj Jaecoo kupił mnie jak paczkę żelków. Wersja Offroad dzięki napędowi 4×4 i sporemu prześwitowi świetnie sobie radzi w miejskiej dżungli i w lekkim terenie, ale najważniejsze, że jest po prostu przyjemna w jeździe na co dzień. Nie ma sportowych aspiracji – przy 147 KM trudno o fajerwerki – ale prowadzi się stabilnie, pewnie i komfortowo, a moc jest wystarczająca.
Bardzo przypadło mi do gustu pokrętło wyboru trybów jazdy – bo tryb Eco, podobnie jak w Omodzie (sprawdź test tutaj), jest praktycznie nieużywalny. Na szczęście szybka zmiana na Normal lub Sport od razu poprawia dynamikę. Codzienne użytkowanie ułatwiają kamery 360°, które mają bardzo dobrą jakość i komplet czujników parkowania.
Zapomniałbym o bagażniku. Napęd na 4 koła zabiera ponad 80 litrów z przestrzeni bagażowej. Niemniej 480 litrów jest ilością wystarczającą do krótszych i dłuższych wyjazdów. Pojemność bagażnika wraz z dużą ilością miejsca na tylnej kanapie pozwala na komfortowe podróżowanie w większym składzie.
W tydzień zrobiłem ponad 1200 km: Warszawa–Zamość, Zamość–Gliwice, jazda miejska i powrót do stolicy. W każdym z tych scenariuszy Jaecoo spisywał się dobrze. Z przodu mamy podwójne szyby w drzwiach, dzięki czemu na autostradzie robi się głośniej dopiero powyżej 140 km/h, co jest naturalne przy tej klasie i gabarytach. Skoro przy głośności jesteśmy – system nagłośnienia Sony nie jest wyborny, ale grał na poziomie opcjonalnych systemów w konkurencji i skutecznie umilał trasy.
Spalanie - nie taki diabeł straszny jak go malują...
Przed testem słyszałem opinie, że J7 jest jak stereotypowy wujek na weselu, czyli „lubi wypić”. W moim przypadku to się nie potwierdziło. Na trasie Warszawa–Zamość komputer pokładowy pokazywał między 6,3 a 6,7 l/100 km, a średnia z całego testu wyniosła 8,2 l. Wynik zgodny z deklaracjami producenta. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest mało, ale też daleko od tragedii – Hyundai Tucson z 150 konnym 1.6 T-GDI potrafi zużywać więcej.
Podsumowanie - czy można lepiej?
Jaecoo J7 Offroad to samochód, który naprawdę trudno zlekceważyć. W cenie do 160 tys. zł nie ma konkurencji – i tutaj nie przesadzam. Pod względem jakości wykonania, wyposażenia i stylistyki spokojnie konkuruje z autami za 250 tys. zł, a gdyby na masce widniało logo Land Rovera, cennik pewnie zaczynałby się od 300–350 tys.
Nie chciałem, żeby ten test był laurką dla tego samochodu, ale fakty są takie: w tym aucie wszystko jest na miejscu. Jaecoo 7 stał się swego rodzaju benchmarkiem i to do niego porównywane będą konkurencyjne samochody. To jeden z nielicznych SUV-ów, przy których po tygodniu testu pomyślałem: „w sumie go lubię, mógłbym takiego mieć”, a to najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić, zważając na to, że nie jestem fanem tego typu nadwozia. Kończąc chciałem odnieść się do tytułowego „czy można lepiej?”. Zawsze można lepiej, ale raczej nie w tej cenie. Jeśli ktoś się zastanawia czy kupić Jaecoo 7 to nie ma co się zastanawiać: Kupować, jeździć i cieszyć się świetnym samochodem, który ma 7 lat gwarancji bez żadnych wyłączeń.




















































