OMODA 5 – all inclusive w wersji budżetowej

W życiu jeździłem wieloma samochodami – drogimi, szybkimi, budzącymi emocje. Ale to właśnie podczas testu Omody 5 najczęściej zaczepiano mnie na parkingach i pytano: „Co to za auto?”. Dlaczego ten model przyciąga uwagę i czy rzeczywiście zasługuje na miano hitu sprzedaży? Tego dowiecie się w dalszej części testu. Najpierw jednak – garść suchych danych technicznych:

Marka:

OMODA

Model:

5

Silnik:

1.6 T-GDI (147KM/275Nm), skrzynia automatyczna dwusprzęgłowa DCT7

Rodzaj napędu:

Na przednie koła

Czas od 0 do 100 km/h (s):

10,1

Pojemność bagażnika:

442 l

Typ nadwozia:

SUV 

Liczba miejsc:

5

Minimalna masa własna:

1455 kg

Wygląd zewnętrzny

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Omodę 5 tuż po polskiej premierze, byłem zaskoczony jej designem. Stylistycznie wyczuć można inspiracje Nissanem i Lexusem. Z przodu wyróżnia się duży, efektowny grill i ostro zarysowane reflektory LED. Po bokach – łagodne przetłoczenia, z tyłu – zadziorna linia nadwozia, delikatnie opadający dach i spoiler. To auto może się podobać i – sądząc po zainteresowaniu klientów – rzeczywiście się podoba.

Na duży plus zasługują w pełni LED-owe światła z przodu i z tyłu posiadające dynamiczne kierunkowskazy. Jeszcze niedawno takie elementy były zarezerwowane wyłącznie dla marek premium – i to za dopłatą.

Auto zwraca uwagę na ulicy – nie dlatego, że jest krzykliwe, ale dlatego, że wygląda nowocześnie, świeżo i „inaczej”. Jest czymś nowym w porównaniu do podobnej wielkości SUV-ów. W dodatku nawet bazowa wersja wygląda atrakcyjnie, bez potrzeby inwestowania w kosztowne pakiety stylistyczne.

Wnętrze – zaskoczenie na plus

Prawdziwe „wow” zaczyna się po otwarciu drzwi. Wnętrze Omody 5 sprawia wrażenie o co najmniej 150 tysięcy złotych droższego auta. Mamy tu miękkie materiały wykończeniowe, kontrastowe przeszycia, deskę rozdzielczą obszytą ekoskórą, stylowe maskownice głośników, dekor imitujący drewno, wygodne i ładnie zaprojektowane fotele oraz dwa duże, czytelne wyświetlacze.

Ekrany robią dobre pierwsze wrażenie – szybkie działanie, nowoczesna grafika i dobra rozdzielczość. System multimedialny nie ustępuje europejskim konkurentom i obsługuje zarówno Apple CarPlay, jak i Android Auto – także bezprzewodowo.

Z tyłu nie brakuje przestrzeni, chociaż wyżsi pasażerowie mogą trochę narzekać na niewiele miejsca nad głową. Bagażnik ma 442 litry – nie jest to rekord segmentu, ale wystarczający na codzienne zakupy czy rodzinny wypad za miasto. Dodatkowe schowki i przyzwoita ilość miejsca na nogi czynią Omodę autem całkiem praktycznym.

To wszystko skutecznie obala stereotyp chińskich samochodów jako „plastikowych i tandetnych”. Niestety – jest jeden zgrzyt. Prowadnice panoramicznego okna dachowego nie są polakierowane i niestety rzucają się w oczy. To drobny detal, ale w tak dobrze zmontowanym wnętrzu tym bardziej przykuwa uwagę.

Na szczęście poza tym nie mam się do czego przyczepić. Nawet na większych nierównościach nic nie skrzypi, a elementy wnętrza pozostają stabilne.

Wyposażenie i komfort – all inclusive naprawdę znaczy wszystko

W tej kategorii Omoda 5 znowu zachwyca. Za 129 tysięcy złotych brutto otrzymujemy m.in.: kamery 360°, podgrzewane i wentylowane fotele, duży wyświetlacz infotainment, nagłośnienie Sony, oświetlenie ambientowe, elektrycznie sterowaną klapę bagażnika, czujniki parkowania przód/tył, indukcyjną ładowarkę do smartfona, klimatyzację automatyczną, bezkluczykowy dostęp i głosowe sterowanie większością funkcji np. otwieranie okien, zmiana temperatury itp.

Dla porównania – w europejskich odpowiednikach trzeba dużo dopłacić za takie opcje, a często nie ma nawet możliwości doposażenia samochodu w te rzeczy. I nie chodzi tylko o to, co znajduje się na liście wyposażenia – liczy się też jakość jego wykonania. A ta, jest.

Systemy bezpieczeństwa – dobre zamiary, średnia realizacja

Omoda 5 naszpikowana jest elektronicznymi asystentami. Mamy tu m.in. aktywny tempomat, system utrzymania pasa ruchu, rozpoznawanie znaków drogowych, monitorowanie martwego pola czy system awaryjnego hamowania.

Problem w tym, że nie wszystkie z tych systemów działają tak jak powinny. Jest to spowodowane faktem, że wiele z nich, z asystentem czuwającym nad uwagą kierowcy na czele, jest zbyt natrętnych i zamiast wspierać – drażnią kierowcę. Frustrację zwiększa fakt, że wyłączenie tych „pomocy”  wymaga „przeklikania się” przez ustawienia w dwóch różnych miejscach , a po ponownym uruchomieniu auta – wszystko trzeba zrobić od nowa.

To pokazuje, że producent wciąż jeszcze szuka właściwego balansu między bezpieczeństwem a komfortem użytkownika. Na szczęście większość systemów można dostosować – wymaga to jednak chwili cierpliwości i zapoznania się z ustawieniami.

Napęd – ospale na początku, dynamicznie w finale

Przejdźmy do napędu – i tu znów zaczynamy od zastrzeżeń. Domyślny tryb jazdy to „Eco”, który… mocno ogranicza osiągi. Skrzynia biegów działa ospale, reakcja na gaz jest opóźniona, a samochód wydaje się słabszy, niż jest w rzeczywistości.

Na szczęście wystarczy przełączyć tryb jazdy na „Normalny” lub – jeszcze lepiej – „Sportowy”. Wtedy auto ożywa, a siedmiobiegowa, dwusprzęgłowa skrzynia pokazuje pełnię możliwości. 147-konny silnik 1.6 TGDI okazuje się w zupełności wystarczający. Gdyby tylko „Normal” był ustawiony jako domyślny, nie miałbym żadnych zastrzeżeń

W kwestii spalania – opinie są podzielone. Moje wrażenia? To zależy od stylu jazdy. Przy spokojnym użytkowaniu można zejść do około 7 l/100 km. Przy dynamiczniejszej jeździe – 9 litrów nie jest zaskoczeniem. Trudno to uznać za dramat – szczególnie w aucie tej klasy i gabarytów.

Eksploatacja i wrażenia z jazdy

Jak Omoda 5 sprawdza się na co dzień? Bardzo przyzwoicie. Trudno spodziewać się od niej sportowych wrażeń. Układ kierowniczy jest lekki, zawieszenie dobrze tłumi nierówności, a widoczność do przodu i na boki – bardzo dobra. Z tyłu nieco przeszkadza masywny słupek C, ale kamery i czujniki skutecznie rekompensują ten mankament.

Auto nie męczy podczas dłuższej trasy, choć powyżej 130 km/h w kabinie zaczyna być wyraźnie głośniej. W mieście również sprawdza się całkiem dobrze, a manewrowanie  nie sprawia najmniejszego problemu.

Podsumowanie – budżetowy hit z aspiracjami premium

Wracając do pytań ze wstępu – jaki jest ten samochód i dlaczego staje się sprzedażowym przebojem?

Omoda 5 to kompletna oferta. Bardzo dobre wyposażenie, atrakcyjny design, solidne wykonanie i wygoda użytkowania – wszystko to otrzymujemy za 129 tysięcy złotych i z 7-letnią gwarancją. Oczywiście, są drobiazgi do poprawy – jak zbyt natrętni asystenci kierowcy  czy kilka detali – ale to naprawdę niewielkie wady w porównaniu do całości.

I nie – nie oceniam tego auta „przez pryzmat ceny”. Nawet gdyby kosztowało o kilkadziesiąt tysięcy więcej, nadal miałoby sens jako świetna alternatywa dla europejskich i koreańskich konkurentów.

A skoro można je mieć za 129 tysięcy złotych… trudno się dziwić, że sprzedaż w Polsce rośnie tak szybko, jak podatki klimatyczne w Unii Europejskiej.

Szczególne podziękowania dla OMODA & JAECOO Polska za użyczenie samochodu do testów.

Przeczytaj pozostałe testy:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *